Publikacje

Reklama w 2050 roku

Tak w 2050, jak i teraz przed reklamą stoi jedno proste zadanie. Dotrzeć do odbiorcy. Skutecznie. A przyszły odbiorca będzie się mocno różnił od dzisiejszego. Współczesne nastolatki to zaledwie przedsmak tego, z kim będziemy mieć do czynienia za kilkadziesiąt lat. Będą to ludzie nieznający świata bez Internetu, cały czas podłączeni, strasznie zajęci i wybredni, konsumujący treści gdzie i kiedy chcą, niepodlegający ramówkom, w dodatku świadomi swojej prywatności i tego, że zbieramy o nich dane. Innymi słowy: dużo wyzwań.

Wraz z odbiorcami zmienią się media oraz to, w jaki sposób z nich korzystamy. Szybkość łącza nie będzie barierą, więc wszystkie treści konsumenci przyszłości będą czerpać z chmury, na żądanie. Podobnie jak dziś, otaczać ich będzie wiele ekranów, z których będą korzystać wedle potrzeb. Z tą różnicą, że podłączać się będą z urządzenia osobistego, które będą nosić zawsze przy sobie. To będzie taki prywatny asystent i komunikator, jak dzisiejszy smartfon, tylko zdecydowanie bardziej smart i zapewne dużo mniejszy. I raczej nie będzie to Google Glass, bo nim nie zrobimy „selfie”.

W takich warunkach reklama nie będzie online/offline. Podobnie jak nośniki reklamowe, sprzęty czy systemy w domach, także wszyscy ludzie będą stale podłączeni do Internetu. Dzięki temu będziemy mieć z jednej strony większe możliwości interakcji, zaangażowania użytkownika, czy przejścia do sklepu, z drugiej – znacznie lepszy pomiar. To z kolei daje nam większą efektywność działań reklamowych, bieżącą optymalizację i lepszą możliwość identyfikowania działań realizujących założone cele. Wiele wskazuje, że wreszcie zredukujemy zmarnowaną cześć budżetów marketingowych do minimum.

Reklama przyszłości będzie – w znacznie większym niż obecnie stopniu – oparta o dane na temat użytkowników. Dzięki nim będzie to świetnie dopasowana komunikacja, spersonalizowana, dostosowana niemal do indywidualnego odbiorcy, właśnie dlatego, że tak wiele o nim wiemy. Oczywiście o ile na drodze nie stanie nam kwestia prywatności. Ograniczenia pojawią się ze strony ustawodawców, ale też samych użytkowników. Ich świadomość na temat danych wzrośnie na tyle, że będą mogli łatwo „wypisać się” z naszego programu – odebrać nam swoje dane bądź zabronić korzystania z nich.

W tej sytuacji jako reklamodawcy musimy dbać o to, by nie zrazić użytkownika. Musimy zdobyć i utrzymać jego zaufanie. To duże wyzwanie, ale też duża szansa dla marek. Bedą musiały być autentyczne, dać coś od siebie, wnosić do życia konsumenta dodatkową wartość. W pewnym sensie będziemy musieli „uwodzić” naszych odbiorców tak, żeby wpuścili nas do swojego świata. Marki będą musiały traktować konsumenta „po partnersku”, dbać o jego doświadczenie z nimi. Myślę, że powstanie osobna specjalizacja ludzi, tworzących scenariusze interakcji z markami, świat doznań mających za zadanie przyciągnąć i utrzymać odbiorców. Tak „zdobyci” konsumenci będą bardziej wierni swojej marce, więc wysiłek będzie w stu procentach opłacalny.

Podsumowując – będzie efektywnie i ciekawie, zarówno dla odbiorcy, jak i twórcy komunikacji reklamowej. Tylko czemu dopiero w 2050?